Kategorie: Wszystkie | Pozostałe | Premier League | Puchary
RSS
czwartek, 17 maja 2012
sobota, 05 maja 2012

FA Cup

Juan Mata został zawodnikiem meczu, a największą gwiazdą wydaje się Petr Cech, który we wspaniały sposób zatrzymał strzał Andy'ego Carrolla na linii bramkowej.

Ale bohaterem finału FA Cup jest ktoś inny.

Przyznanie oficjalnej nagrody zawodnika meczu Macie można uznać za desperacką próbę znalezienia w Chelsea piłkarza, który wyróżniał się na przestrzeni całego spotkania. Zadanie praktycznie niemożliwe, bo wszyscy zagrali z Liverpoolem naprawdę równo. Ciężko nazwać Matę bohaterem.

Bardziej ten tytuł pasuje Cechowi, który na kilka minut przed końcem popisał się interwencją, która przypominała obronę Jerzego Dudka z dogrywki finału Ligi Mistrzów w Stambule. Ale był to wyczyn - tak jak wyczyn Dudka - oparty wyłącznie na instynkcie.

To, co zrobił Ivanović, było oparte nie tylko instynkcie, ale też szybkości, zwinności, bystrości umysłu i zimnej krwi.

Po strzale Carrolla i interwencji Cecha w polu karnym stanęli wszyscy poza Kuytem i Ivanoviciem. Holender gonił w stronę piłki, do której Serb był odwrócony tyłem. Ivanović w uszach miał radość kibiców Liverpoolu, a przed oczami biegnącego w stronę trybun Carrolla, więc już sam fakt, że się nie 'wyłączył' jest imponujący. Tak jak szybkość, z jaką zlokalizował piłkę (musiał się za nią wręcz rozglądać) i zwinność, z jaką podbił ją kolanem i wykopał tuż sprzed nosa Kuyta.

W tej sytuacji to nie Cech, ale żonglujący na linii bramkowej Ivanović wzbudził u mnie największy podziw i to on - oczywiście na spółkę z Cechem - uratował Chelsea w kluczowej chwili. Bo ciężko wyobrazić sobie, by londyńczycy wygrali ten mecz, gdyby Kuyt wyrównał na 2:2.

Dla Chelsea było to jednak całkowicie zasłużone zwycięstwo. Liverpool najbardziej bolała będzie pierwsza, przespacerowana godzina meczu (a raczej "meczu") okraszona dwoma katastrofalnymi błędami w obronie. Jeśli miałbym wybrać antybohatera, to byłby nim Jose Enrique, który zawalił pierwszego gola (nie Reina). A skład i taktyka Dalglisha były takie, że szybka strata bramki była najgorszą rzeczą, która mogła się Liverpoolowi zdarzyć.

Przez godzinę Liverpool próbował dopasować swoje defensywne ustawienie do nowych, ofensywnych potrzeb. Chelsea nie musiała się w tym czasie specjalnie starać, a właśnie wtedy strzeliła decydujące gole. Wydaje się więc, że piłkarze Di Matteo nie musieli wyjątkowo się napocić, by sięgnąć po puchar.

Bardziej jest to porażka Liverpoolu, który przez godzinę grał FATALNIE. Wszystko zmieniło się po wejściu Carrolla. Liverpool zagrał tak, jakby wreszcie odkrył, że ma wielkiego napastnika w polu karnym i wreszcie dostarczał mu dobre piłki (we wcześniejszych meczach sezonu było z tym różnie). Po tych 30 minutach Carrolla ciężko nie odnieść wrażenia, że w barwach Stoke Anglik miałby na koncie przynajmniej 20 goli.

Carroll pokazuje się z dobrej strony już od kilku miesięcy, ale widać, że wciąż nie ma zaufania Dalglisha. Wszystko sprowadza się do jednego pytania: czy Szkot chce próbować grać piłkę w stylu, do jakiego przyzwyczaiły najlepsze zespoły w Europie, czy raczej w stylu, do którego przyzwyczaiło Stoke i inne przeciętne ekipy, który odpowiada grze Carrolla. Nie ma tu żadnej wielkiej filozofii.

Dalglish ma przed sobą kilka trudnych decyzji - w przeciwieństwie do Abramowicza, który musiałby być skończonym idiotą, by pozbyć się Di Matteo (i to niezależnie od wyniku finału Ligi Mistrzów). Roman, this bud's for you.

czwartek, 26 kwietnia 2012

Alan Pardew

Na chwilę obecną tylko pierwsze, drugie i trzecie miejsce w tabeli Premier League gwarantują udział w Lidze Mistrzów - i wcale nie chodzi o to, że drużyna z czwartego miejsca musi brać udział w kwalifikacjach.

Jeśli Chelsea wygra w Monachium z Bayernem i sięgnie po Ligę Mistrzów, a jednocześnie zakończy sezon ligowy poza pierwszą czwórką, zespół z czwartego miejsca będzie musiał zadowolić się grą w Lidze Europy.

W praktyce oznacza to, że jeśli piłkarze Roberto di Matteo nie wdrapią się na czwartą pozycję (mają cztery punkty straty do Newcastle), to po finale w Monachium ktoś może płakać tak, jak John Terry płakał po swoim rzucie karnym w Moskwie.

Tabela wygląda tak:
3. Arsenal - 35 meczów - 65 pkt
4. Newcastle - 34 mecze - 62 pkt
5. Tottenham - 34 mecze - 59 pkt
6. Chelsea - 34 mecze - 58 pkt

Chelsea nie wygląda na faworyta do czwartej lokaty, szczególnie jeśli spojrzeć na terminarz.

Niedziela - derby z walczącym o utrzymanie QPR.
Dwa dni odpoczynku.
Środa - kluczowy mecz z Newcastle.
Dwa dni odpoczynku.
Sobota - finał FA Cup z Liverpoolem.
Dwa dni odpoczynku.
Wtorek - wyjazdowy mecz ligowy z Liverpoolem.
Cztery dni odpoczynku.
Mecz ostatniej kolejki z Blackburn, które do tej pory będzie już pewnie w Championship.

Chelsea potrzebuje przynajmniej dziewięciu punktów, jeśli chce myśleć o czwartym miejscu. Ale może też zdobyć dwanaście i mimo to skończyć sezon na miejscu szóstym.

piątek, 06 kwietnia 2012

Wayne Rooney

Po takim miesiącu wyniki chyba nie mogły być inne. Manchester United wygrał w marcu wszystkie mecze i ma już jedną rękę na pucharze za mistrzostwo kraju. Menedżerem miesiąca zostaje więc niezniszczalny, niezatapialny nawet przez setki milionów funtów Manchesteru City Sir Alex Ferguson, a piłkarzem - Wayne Rooney, który ex aequo z Gylfim Sigurdssonem wypożyczonym (!) z Hoffenheim do Swansea był marcowym królem strzelców.

Drugie miejsce zajmuje właśnie Sigurdsson (człowiek, który wypuścił go z Hoffenheim musi już chyba szukać nowej pracy, i to nie w futbolu), a trzecie dzielą między sobą Hatem Ben Arfa i Papiss Cisse, którzy są taką sensacją, że będzie im chyba trzeba poświęcić oddzielny wpis.

W rankingu menedżerów za Fergusonem uplasował się Owen Coyle, którego drużyna poradziła sobie z trudnymi chwilami (Muamba) i w końcu wyskoczyła ze strefy spadkowej. Za Coylem Roberto Martinez - Wigan wciąż jest co prawda na 19. miejscu, ale jeśli utrzyma formę (w marcu zwycięstwa z Liverpoolem i Stoke, remisy z Norwich i West Bromem oraz porażka ze Swansea), to znów może cudem się utrzymać. Głównie dzięki Martinezowi, bo z tą grupą piłkarzy spadłaby większość menedżerów Premier League.

Piłkarza i menedżera miesiąca jak zwykle wybierałem na spółkę z Michałem Polem i Michałem Szadkowskim ze Sport.pl i Gazety Wyborczej - im dziękuję, a Was zapraszam na ich blogi.

Zapraszam też do działów dedykowanych rankingowi piłkarza i menedżera miesiąca:

Piłkarz miesiąca ››
Menedżer miesiąca ››

Możecie do nich przechodzić przez górną belkę - za pomoc w jej ustawieniu muszę podziękować bloksowej ekspertce, Kate Mac - i grafiki w lewej szpalcie.

Piłkarz miesiąca - marzec 2012
1. Wayne Rooney (Manchester United)
2. Gylfi Sigurdsson (Swansea)
3. Hatem Ben Arfa (Newcastle) i Papiss Cisse (Newcastle)

Menedżer miesiąca - marzec 2012
1. Sir Alex Ferguson (Manchester United)
2. Owen Coyle (Bolton)
3. Roberto Martinez (Wigan)

20:14, piotr.czernicki-sochal
Link Komentarze (3) »
czwartek, 22 marca 2012

Pamiętacie jeszcze ten tekst, napisany po zwolnieniu Fabio Capello z posady selekcjonera reprezentacji Anglii? Dziwiłem się w nim, że piłkarzom i menedżerom rywalizującym z Tottenhamem uchodzi na sucho promowanie Redknappa do roli nowego trenera kadry.

Dzisiaj OPTA wyliczyła, że przed zwolnieniem Capello Tottenham zdobywał 2,1 punktu na mecz, a po zwolnieniu - 0,8 punktu. Przypadek?

Oczywiście jest to tylko jeden z kilku powodów słabszej formy Spurs.

 
1 , 2 , 3 , 4